Gazeta Wyborcza ujawnia

Szybkie biznesy z rządem

Na początku epidemii NFZ płacił za jedno badanie PCR na obecność koronawirusa 450 PLN. Natomiast w Niemczech, gdzie koszty pracy są dużo wyższe, badanie kosztowało mniej niż 60 EUR. Ceny testów jednak spadają. Teraz w Niemczech płaci się za test niecałe 20 EUR. W Polsce też nastąpiła obniżka, ale dużo mniejsza. NFZ płaci za test 280 zł. Policzmy: jeśli pracownia robi 500 testów dziennie, jej miesięczny przychód to ponad 4 mln zł. Wyposażenie pracowni kosztuje kilkaset tysięcy. Właściciel firmy sprzedającej aparaty PCR: – Nie ma dziś lepszego biznesu. Inwestycja zwraca się po tygodniu. Dane przytacza Gazeta Wyborcza.

Czy ktoś kontroluje finanse publiczne? Kto z ramienia Ministerstwa Zdrowia odpowiada za badania PCR? Trudno sobie wyobrazić by NFZ nie znał stawek rynkowych i cen w innych krajach. Przy takich stawkach nic dziwnego, że każdy chciałby się przebranżowić i wejść w testy. Po takim sygnale prokuratura powinna zabezpieczyć materiały wśród urzędników i tych którzy decydują o wyborze firm.

Sprawą zainteresowali się posłowie Platformy Obywatelskiej, ale instytucje władne do podjęcia działań wyjaśniających podlegają rządowi. W takiej sytuacji to NIK może pokazać czy jest apolityczny, czy twardo stoi po stronie PIS. Dla szefa NIK to ważny test, presja opinii publicznej najpewniej spowoduje szybkie wszczęcie postępowania kontrolnego, ale czy równie szybkie będą wnioski pokontrolne?

Dcm

(PAP, Gazeta Wyborcza)

 

 

 

Rząd sam się wyleczy

Respiratorowe umieralnie

Kilka sygnałów do rozwinięcia

Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że sytuacja w szpitalach jest pod kontrolą. Mamy coraz większe wykorzystanie respiratorów ale równocześnie Agencja Rezerw Materiałowych dysponuje zapasami, które sukcesywnie, według zapotrzebowania, trafiają do szpitali. Między innymi taka jest narracja osób odpowiedzialnych za walkę z pandemią. Zabezpieczenie w respiratory ma pokazywać, że służby medyczne działają i zasoby sprzętowe są wystarczające.

ARM właśnie przekazał kolejną partię respiratorów… a w magazynach jest zapas. Tę mantrę chyba każdy słyszał w TVP INFO i na konferencjach prasowych.

Poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o statystykę przeżywalności pacjentów covidowych podłączanych do respiratorów, w tym w rozbiciu na ośrodki gdzie respiratory są stosowane.

Niestety Ministerstwo Zdrowia, które poinformowało o przyjęciu zapytań, odpowiedzi nie udzieliło.

Większość osób nie zdaje sobie sprawy, że w polskich szpitalach z pacjentów covidowych podłączonych do respiratorów średnio przeżywa ok. 20% osób. Jest to przybliżony szacunek gdyż polskie państwo tę informację ukrywa przed społeczeństwem. W niektórych szpitalach przeżywa mniej niż 10% osób podłączonych do respiratorów.

Dlaczego premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski nie mówią jaka jest faktyczna sytuacja. Epatowanie liczbą wolnych respiratorów to najdelikatniej mówiąc rozmijanie się z rzeczywistością. W praktyce polskich szpitali respirator w terapii covidowej to niemalże gwóźdź do trumny.

Dlaczego śmiertelność terapii covidowej na respiratorze podczas II fali pandemii wynosi w Polsce aż 80 %?

(i jest to raczej optymistyczny szacunek)

Generalnie są dwa powody zwiększonej śmiertelności w stosunku do tej jaka wynikałaby ze stanu chorobowego: jakość respiratorów oraz brak doświadczonej kadry lekarskiej do obsługi respiratorów.

Obsługa respiratora wymaga intensywnego rocznego kursu, osoby prowadzące szkolenia mówią, że i tak tylko najzdolniejsi lekarze opanują w tym czasie respiratoterapię w zadowalającym stopniu.

Proszę sobie wyobrazić, że Ministerstwo Zdrowia za pośrednictwem urzędów wojewódzkich przesłało do szpitali „wytyczne do obsługi respiratora i opieki nad pacjentem z Covid-19”. Komu i do czego te wytyczne są potrzebne? Przecież personel lekarski i pielęgniarski potrzebuje w tym zakresie długiego szkolenia. Może to dla kuchni szpitalnej albo dla osób sprzątających sale?

Panie Ministrze Niedzielski, co to za szkolenie i dla kogo?


Ilu jest lekarzy prowadzących respiroterapię?

Ministerstwo Zdrowia powinno odpowiedzieć na pytanie ilu chorych na Covid-19 podłączonych do respiratorów przypada na jednego lekarza mającego doświadczenie w respiratoterapii, dane w rozbiciu na każdy szpital.

Takie jedno proste pytanie może dać odpowiedź dlaczego Ministerstwo Zdrowia prezentuje tak szczątkowe dane statystyczne. Być może gdyby na konkretne pytania Ministerstwo Zdrowia udzielało odpowiedzi to musiałby wkroczyć prokurator.

Ministerstwu Zdrowia zostały zadane pytania kierunkowe dotyczące przygotowania kadry na drugą falę pandemii:

(…) pytania oddające jak rząd przygotowywał się do drugiej fali pandemii.

Ilu lekarzy przeszło szkolenie z obsługi respiratorów w II i III kwartale 2020 r.?

Ile ogółem było lekarzo-godzin szkoleń z obsługi respiratorów w II i III kwartale 2020 r.?

Jak przedstawiały się analogiczne liczby za II i III kw. 2019 r. (w normalnym cyklu szkoleniowym)?”

Pytania zostały przesłane do Ministerstwa Zdrowia 10 listopada 2020 r.

Niestety odpowiedzi brak do dzisiaj (25.11.2020r.), nie wiadomo na ile zintensyfikowano szkolenia lekarzy w obsłudze respiratorów, może ABW powinna się zainteresować tematem. Sygnalizuję i polecam drążyć sprawę.

Respirator respiratorowi nierówny

Wyszkolenie lekarzy do respiroterapii to połowa zagadnienia, równie istotny jest sprzęt do wentylacji płucnej.

Przy covid potrzebne są najnowocześniejsze respiratory, co wynika z faktu, że to płuca w tej chorobie najczęściej są najsłabszym komponentem. Tam gdzie „zwykły” respirator wystarczy do podtrzymania funkcji życiowej z uwagi na niewydolny układ krążenia, przy jednak sprawnych płucach, to przy obrzęku płucnym wywołanym cytokinową burzą liczą się krańcowe parametry i funkcje respiratora. Jest chyba oczywiste, że w takiej sytuacji potrzebny jest i dobrej klasy respirator i doświadczony fachowiec mogący wykorzystać pełne możliwości urządzenia, a do tego niezbędny jest czas jaki należy poświęcić każdemu pacjentowi na ustawienia trybów pracy, ciągły monitoring i korekty nastawień. Taki pacjent wymaga stałej gotowości lekarza i w razie konieczności szybkich decyzji co do zmian trybów pracy. Każdy pacjent to oddzielna respiratoterapia. 10 pacjentów to 10 różnych respiratoterapii. Obsługa respirtora jest podobna do pracy sapera, jedna pomyłka może być tragiczna w skutkach dla pacjenta. (Znowu wróciliśmy do kadry lekarskiej obsługującej respiratory czyli do szkoleń lub ich braku wtedy gdy był na to czas.)

O tym jakie są problemy z respiratorami były już informacje w mediach odnośnie jednego z modeli dostarczanego przez ARM. To rzeczywiście skandal wydawać w trybie pilnym respiratory do których serwis konieczny do ich uruchomienia w postaci wstępnej kalibracji będzie za kilka tygodni. ARM w końcu został zmuszony przeprowadzić wymianę kilkuset respiratorów przekazanych szpitalom bez wstępnej kalibracji na te zdatne do użycia. [Inna sprawa czy ten model respiratora nie wymaga przeprowadzenia wstępnej kalibracji właśnie na miejscu, bo dlaczego producent sam nie wykonywałby kalibracji aby sprzęt był gotowy do użycia? Znaczenie może mieć transport, ciśnienie gazów medycznych i napędowych w instalacji szpitalnej.]

Kto został pociągnięty do odpowiedzialności i jakiej? Przecież to jest kompromitacja Agencji Rezerw Materiałowych.

Respiratory do nieinwazyjnej wentylacji

Poza respiratorami nadciśnieniowymi są także respiratory podciśnieniowe (kirysowe). Są to respiratory nieinwazyjne. Ich nieinwazyjność wynika nie tylko z braku potrzeby uśpienia i intubacji pacjenta ale także z faktu, że nie czynią szkód w płucach jak respiratory nadciśnieniowe nawet fachowo obsługiwane. Respiratory nadciśnieniowe podają tlen często pod ciśnieniem kilkukrotnie wyższym od fizjologicznego powodując ryzyko poważnych uszkodzeń płuc.

Zasada działania respiratora podciśnieniowego jest zupełnie inna – działa od zewnątrz. Ich nazwa „kirysowe” pochodzi od nazwy części zbroi chroniącej tułów. Obudowa takiego respiratora obejmuje szczelnie tułów, pompy generują podciśnienie na zewnątrz płuc wspomagając wdech, przy wydechu ciśnienie jest normalne lub lekko podwyższone.

Taki respirator synchronizuje się z naturalnymi wdechami i wydechami. To jest respirator, który w wielu przypadkach uchroniłby pacjentów przed użyciem respiratora nadciśnieniowego (reanimacyjnego). Respirator podciśnieniowy znacznie zmniejsza wysiłek oddechowy pacjenta, bardzo często po odpoczynku na takim respiratorze pacjent powraca do samodzielnego oddychania. W zależności od stanu pacjenta dostosowuje się czasy wspomagania i naturalnego oddychania.

O respiratory kirysowe również zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia. Pytania (połączone z zapytaniem o ECMO):

Ile respiratorów kierysowych jest w użyciu (i gdzie są rozmieszczone)?

Kto pod nie trafia (ogólne pytanie aby nie sugerować profilu odpowiedzi)?

Ile jest ECMO (i gdzie są rozmieszczone) oraz jaka jest przeżywalność pacjentów?

Tlenoterapia wysokoprzepływowa

By odpowiedzieć czy i ewentualnie gdzie osoby odpowiedzialne za przygotowanie służby zdrowia do II fali pandemii dopuściły się sabotażu lub wykazały rażącą głupotą poruszyć trzeba zagadnienie całej tlenoterapii w walce o zdrowe pacjentów z Covid-19.

Dlaczego tylu Włochów umierało w pierwszej fali covid? Odpowiedź na to pytanie jest znana. Głównym powodem wysokiej umieralności we włoskich szpitalach wcale nie był brak respiratorów i lekarzy. Podstawowym problemem okazał się brak tlenu.

Jak należało przygotować się do II fali pandemii było oczywiste przynajmniej w odniesieniu do kilku aspektów. O konieczności szkolenia lekarzy do obsługi respiratorów, pozyskania respiratorów dobrej klasy i różnych typów już wyżej wspomniano.

Podstawą podstaw było zwiększenie możliwości tlenoterapii na oddziałach szpitalnych. To fundament, znany z włoskich doświadczeń.

W polskich szpitalach przyjmuje się za normę projektową średni przepływ tlenu w instalacji wewnętrznej szpitala na gniazdo tlenowe w wielkości 6 l/min (oddziały ogólne i OIOM-y). Natomiast średnie zużycie tlenu w przypadku leczenia szpitalnego chorych na Covid-19 wymagających tlenoterapii to ok. 20 l/min., przy czym jednostkowo w trudnych przypadkach jest to nawet 70 l/min.

Czy ktoś słyszał aby w Polsce, od kwietnia, w okresie wiosennym, letnim czy jesiennym w szpitalach przystosowywano instalacje gazów medycznych na większe zużycie tlenu, licząc się z wystąpieniem II fali pandemii?

Inaczej można zadać pytanie czy Ministerstwo Zdrowia chwaliło się takimi działaniami? Inna sprawa, że takimi podstawowymi i oczywistymi działaniami, które niwelują wąskie gardła ochrony zdrowia w czasie pandemii resort mógł się nie chwalić. W końcu za coś ministerialni urzędnicy biorą pensje i wykonywanie podstawowych obowiązków jak zapewnienie psu budy nie wymaga zwoływania konferencji prasowych. Ale jednak proponuję powiedzieć sprawdzam i ustalić co zrobiono by zabezpieczyć szpitale w tlen, gdyż zadałem to pytanie Ministerstwu Zdrowia i w skrzynce odbiorczej od ponad tygodnia cisza.

Public relations MZ a praktyka w szpitalach

Wiele pojawiło się już doniesień o braku miejsc w szpitalach, wożeniu karetką pacjentów od szpitala do szpitala przez kilka godzin czy wywieraniu wpływu przez ratowników medycznych by domownicy nie oddawali członka rodziny do szpitala z uwagi na złą sytuację w tychże szpitalach lub raczej pod nimi...

Problem jest natomiast strukturalny, szpitalom najzwyczajniej brakuje tlenu do leczenia chorych na covid, nie tylko gniazdek tlenowych w ściance, ale wydajności instalacji tlenowej.

Pacjenci bardzo często mają limitowany przepływ tlenu, który nie wynika z zaleceń medycznych ale z możliwości technicznych instalacji tlenowej. Skutki takiej praktyki są często tragiczne. Brak wystarczającej podaży tlenu w instalacji limituje terapię tlenową wysokoprzepływową. Taka tlenoterapia potrafi zastąpić inwazyjną terapię respiratorową (z bardzo wysoką średnią śmiertelnością).

Polska nie tylko nie przygotowała się z zakupami respiratorów, ale nie poradziła sobie z zabezpieczeniem tlenoterapii. Trzeba powiedzieć, że np. respiratory kirysowe polskie uczelnie i przemysł były w stanie wyprodukować w szybkim czasie – o ile osoby odpowiedzialne za przygotowanie służby zdrowia pokazałyby, że jest taka potrzeba. Inna opcja, czyli zakup takich respiratorów w okresie kilku miesięcy też była możliwa do realizacji. 

Natomiast przerobienie wewnętrznej instalacji tlenowej wybranych oddziałów szpitalnych było jeszcze prostsze i oczywiste jak oczywistość.

Złotym środkiem w zdecydowanej większości ciężkich przebiegów Covid-19 wydaje się być zastosowanie nieinwazyjnej respiratoterapii z wysokoprzepływową tlenoterapią, aczkolwiek wystarczające może okazać się wykorzystanie samodzielne jednej z tych metod.

Praktyka jest jednak taka, że respiratorów kirysowych jest niewiele (Ministerstwo Zdrowia nie odpowiedziało ile ich jest i gdzie są zlokalizowane), także aparatów do wysokoprzepływowej tlenoterapii jest zdecydowanie za mało, a tlenoterapia powyżej 10 l/min powinna być wykonywana takim aparatem, z uwagi na podgrzewanie i nawilżanie tlenu, a także dlatego że niektóre z takich aparatów mają możliwość przy dołożeniu szczelnej maski wytwarzania stałego lekko dodatniego ciśnienia co także jest metodą (CPAP), która może zastąpić potrzebę intubacji i użycia inwazyjnego respiratora.

Jednak bez większych obaw, rząd sam się wyleczy

Sytuacja według zapewnień rządu jest opanowana i rzeczywiście raczej nie musimy się martwic o życie i zdrowie członków rządu. Dla nich wystarczy odpowiedniego sprzętu i odpowiedniego personelu medycznego. Polska jest w dobrych rękach, członkom rządu covid tak bardzo nie zagraża, ciągłość władzy jest zapewniona.

Co można łatwo sprawdzić. Ministerstwu Zdrowia zostały zadane m.in. takie pytania:

Do jakich ośrodków leczenia trafiają osoby chore na covid zatrudnione na tzw. ERCE?

Jaka jest w tych ośrodkach średnia przeżywalność na respiratorze?

Jaka jest przeżywalność chorych na covid na respiratorze w jednostkach MSW?

Jaka jest przeżywalność chorych na covid na respiratorze w konkretnych ośrodkach leczenia? (pytanie powtórzone)

Niestety Ministerstwo Zdrowia nie chce podać w jakich placówkach jaka jest śmiertelność, jaka jest śmiertelność na respiratorze, gdzie jakie są respiratory, ile osób poddanych respiratoterapii przypada na lekarza prowadzącego respiratoterapię i mającego w tym zakresie doświadczenie.

Ministerstwo Zdrowia nawet nie udzieliło odpowiedzi na pytania dotyczące dostępności tlenoterapii dla pacjentów.

Ile osób leczonych w szpitalach miało ograniczany przepływ tlenu ze względu na wydajność instalacji?

Ile osób ze względu na ograniczony przepływ tlenu poniosło śmierć w szpitalach?

Dlaczego tak mało danych publikuje Ministerstwo Zdrowia i tak mało udziela informacji? Może po prostu nie wie czym zarządza albo zbyt dobrze zna stan zaniedbań z ostatnich miesięcy.

Prawdopodobnie te dane okazałyby się bulwersujące dla społeczeństwa i spowodowałyby konieczność wkroczenie prokuratury i ABW oraz pociągnięcia osób odpowiedzialnych za zabezpieczenie służby zdrowia na drugą falę pandemii.

Dane o które zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia to podstawowa informacja publiczna dzięki której społeczeństwo miałoby wiedzę jakie ma szanse na przeżycie w przypadku ciężkiego przebiegu choroby. Każdy mógłby ocenić w jakim szpitalu jaki jest sprzęt, jaka obsada lekarska, jaka śmiertelność. Pacjent płacący składki na NFZ w pierwszej kolejności powinien mieć prawo do rzetelnej informacji o leczeniu.

Jarosław Supłacz

 

--- powrót do strony głównej ---

 
   

 ,